Archiwa tagu: choroba bostońska

słów kilka odnośnie jeszcze coxsackie’go

Zwykły wpis

Najpierw dodam dla tych, których zainteresowała choroba wajrusowa opisywana przeze mnie poniżej że nie życzę tego nikomu i że wypytywałam kilku lekarzy z okolicy i niestety to jest ostatnio częsta diagnoza :( po raz kolejny się zdziwiłam jak lekarz powiedział że to powszechne znane choróbsko, bo nikt z naszego otoczenia nie wiedział o niej, dopóki nie zachorowaliśmy. Kolejna sprawa to po ustąpieniu wszelkich dolegliwości i kiedy krosty i plamki zaczęły znikać, to proces disapirtnięcia tychże cętek był dłuuuuugi. Najpierw zaczęły blednąć i maleć, potem znów ciemnieć i na koniec niczym wąż – młoda i dorosły osobnik zaczęli zrzucać skórę… długo się łuszczyli z dłoni i stóp aż w końcu myśleliśmy że pożegnali się z nieprzyjacielem na zawsze i definitywnie, do czasu teraźniejszego, kiedy to zaczęły im się rozdwajać i schodzić kawałki paznokci. Pewnie dłużej po prostu to trwa niż ze skórą więc dopiero się ujawniło. Tak więc organizm pozbywa się wszystkiego co zakażone było przez obcego i regeneruje się na nowo – nową skóreczką i paznokietkami…

czym sobie radziliśmy ze swędzeniem to raczej opisałam – dodam jeszcze leki które dostał On – tabletki atarax i neosine – Kidsy miały to w syropach. Wapno, wzmacniacze odporności – najlepiej naturalne…Na bóle panadol. Wyczytałam gdzieś że nie można stosować kwasu acetylosalicylowego, bo może dojść do groźnego dla życia zespołu Rey’a. Od razu wyszukałam że owy kwas występuje w dużej ilości popularnych leków i szkoda że lekarz nie powiedział o takim ryzyku.

relacje kwarantannowe

Zwykły wpis

nawiedziła nas choroba… dziwna taka – bo ja o niej pierwszy raz słyszę choć niby powszechna… oczywiście musiałam pomęczyć guglacza bo to co lekarze powiedzieli, zupełnie mi nie wystarczało (toż przecież by walczyć z wrogiem trza go poznać odpowiednio). Nie wiem jeszcze skąd to do nas przywędrowało no ale zdecydowanie czuje się jak u siebie w domu. Nie wybaczam jednak takich ataków – zwłaszcza jak dotyczą moich Dzieci. Nie mogę jednak się bić bo wolę nie rozgniewać mastera wajrusa bo wkurzony może sypnąć powikłaniami, które to nie są zbyt fajne…

Pora przedstawić gościa – ale nie zaprzyjaźniajcie się lepiej… Nasz gość znany jest pod kilkoma nazwami – Choroba Bostońska… Choroba Rąk, Stóp i Ust… a odpowiedzialny jest Pan Wirus Coxsackie … wirus czyli żadne antybiotyki nie pomogą – można tylko łagodzić objawy i czekać…

Zaczęło się wszystko od kilku krost wokół ust Synka. Pojedyncze krostki były też rozsiane po ciałku w różnych miejscach – przy szczegółowym oglądaniu znalazłam krostki/ranki we włosach, na pośladkach, pod oczkami, pod paszkami, w uszkach… Lekarz miał wykluczyć ospę – i wykluczył. Powiedział, że może to coś wirusowego ale nie ospa. Mieliśmy się pokazać, gdyby krost przybywało. Jenak nie przybywało, lub tego nie zaobserwowałam. Nie zauważyłam też, by młody się drapał, czy żeby Mu to jakoś przeszkadzało… teraz wiem że przechodzi to dość łagodnie.

Młoda zaczęła się dwa dni później uskarżać na swędzenie stópek. Nie miała jednak żadnych krost więc nie powiązałam tego. Okazało się jednak, że to swędzenie zaczyna Jej co raz bardziej przeszkadzać… zaczął się płacz… na stópkach dało się już zauważyć jakieś plamki. Byliśmy u lekarza – po dosłownie ponad godzinie czekania na korytarzu, usłyszeliśmy niepewny werdykt… niepewny, bo pani lekarka postawiła nawet znak zapytania przy diagnozie. Powiedziała jednak, że choć Maluchy mają trochę inne objawy, to nie sądzi by to były inne wirusy – po prostu każdy przechodzi troszkę inaczej. Córcię plamki zaatakowały pod stópkami i na dłoniach a krosty jak u Brata – we włoskach i pojedynczo na ciele oraz bardzo widoczne w buźce, na podniebieniu, wokół ust… skarżyła się też na ból gardła. Pierwsza noc z mega swędzeniem była okropna… Dostała wszelkie możliwe leki… ogromna dawka przeciwhistaminowych… wapna srapna, hydroxyzyny sryny i nic… zero jakiejkolwiek poprawy… do tego leki przeciwbólowe…
same nóżki próbowałam potraktować wszystkim co mi przychodziło do głowy że mogłoby ukoić swędzenie… moczenie w krochmalu, sodzie, zimnej wodzie, smarowanie pudrodermem, fenistilem, clotrimazolem… NIC! zupełnie NIC nie pomagało… Jeden wielki ryk w domu… Ona z powodu uporczywego swędzenia a może nawet bólu a ja z bezsilności. W nocy zabrałam Ją i pognałam jeszcze raz do lekarza… zasypiała mi w taxsówce ale dzielnie zniosła podróż. Lekarz niestety nie był w stanie pomóc :( przepisał krem, który jak stwierdził i tak nie jest powiedziane że cokolwiek pomoże… tak więc noc była okraszona jękami, płaczem i cierpieniem…
Dzień po tej nocy wydał się światełkiem w tunelu… wszak płacz był nadal… plam na stópkach więcej jakby, ale zmieniały swój wygląd w takie jakby pęcherze… Udało się dzień przeżyć przy ciągłych kąpielach w zimnej wodzie (czasem w krochmalu czasem sodzie czasem w tym i tym) oraz na środkach przeciwbólowych. Noc wyobraźcie sobie już całkiem znośnie przespana. Pobudka nawet była dopiero po 9.

dzisiejsze wieści z frontu:

obywatel pacjent Fistaszek pierwszy – krosty zasuszają się co raz bardziej – już nie straszy wyglądem bo bledną

obywatelka pacjentka Fistaszek druga – buźka zakrostowana, wygląda jak owrzodzona, usteczka spuchnięte bo tam też usadowiły się krostki, stópki nadal swędzące, krosty w gardle nadal siedzą i powodują co jakiś czas ból, kąpieli dziś było zdecydowanie mniej a więcej momentów “zapomnienia” o upierdliwości choroby

obywatel pacjent On – zaraził się od nieletnich – pojawia się co raz więcej krostek – plamy na dłoniach i stopach. Drapie się a ja na Niego wrzeszczę! Przecież duży już jest, to i odpowiedzialny powinien być i panujący nad tym świadomie! Kazałam Mu, żeby sobie kokardy powiązał na rękach lub dzwoneczki jak mi powiedział że drapie się bezwiednie.

obywatelka lekarka ja – na razie nie zaobserwowano wykwitów, plam i krost ale obawia się że to tylko kwestia czasu – dziwi się też że tak się jeszcze nie stało, ponieważ ma największy kontakt z pacjentami nieletnimi – wspólne picia z tych samych kubków szklanek, tulenie, całowanie, ocieranie gilów i łzów… wszystko ląduje na Niej… była dziś w sklepie to czuła się jak wychodzi z zakazanej strefy a potem do niej wraca…

koniec relacji

tak więc zmagamy się z tym wszystkim, pogodziwszy się już z losem, iż na urlop to my sobie pojechalim…. :/
no trudno! zdrowie najważniejsze – Nasze Oczywiście Najważniejsze dla Mnie ale Innych również ważne więc się nie wyłaniamy nigdzie, by nie rozdawać wajrusa – i to nie tylko w tej chwili ale i trochę po też… bo wiadomo jak działają choroby zakaźne…

tak więc żyjcie sobie ludziki w zdrowiu a My Wam tego nie będziemy utrudniać naszą chorobą :)

a tu dla ludzi o mocnych nerwach wygląd choroby na człowieku:

to są fotki z początkowej fazy – potem było brzydziej…

po kliku na fotkę otworzy się ciutek większa…

aha – te fioletowe czy jakby się mogło wydawać sine paznokietki to tylko stary lakier mojej księżniczki :)